
Tysiące razy przemierzałam w myślach Tę drogę, dziesiątki razy wymyślałam scenariusze, miałam setki odpowiedzi na to co się może zdarzyć. Raz prawie się udało…
Wpadłam na genialny pomysł…. Odejść (ponownie)
Uciec od wszystkiego… Od tego co może być, co się nigdy nie stanie…
Banał… Ehm
Szczerze… Nie wiem czy to ma tak wyglądać i czy to słuszna droga, ale mam dość (właśnie) banałów.
Nie mówię o samotności, nie nazywam tego nihilizmem…
Właściwie to, umiałabym nazwać to co chcę zrobić, a może to co już robię…. Ale po co….?
Bez znaczenia…
Wydaje mi się że wyjście jest niedaleko i tylko czas jest tutaj ważny. Wydaje mi się…
Wiem, to nie pierwszy raz, jednak zawsze jest coś co każe mi zostać… w miejscu z którego chcę uciec
Myślę i czuję (ymmm)… i nadal nie umiem tego pogodzić.
Może moje gubienie sensu czegokolwiek jest tą istotą Mnie, której zmienić nie mogę… a może właśnie dzięki temu znajdę właściwy kierunek.
Może moja irracjonalność i fatalizm są przeszkodą której jednak nie potrafię pokonać
A może nie ma takiego kierunku który uznałabym za właściwy.
Może nie powinnam tak długo zwlekać kolejny raz…
Może…
Poznanie istoty…
Czy to ważne?
Nie wiem czego się trzymać
Czasami czuję że w środku mnie chce uwolnić się coś, co ciągle hamuję żeby kogoś nie skrzywdzić, żeby być taką jaką widzą mnie inni
Ale… nikt na tyle nie zadał sobie trudu żeby wniknąć
W sumie ja sama mam też już dość wnikania – nie opłaca mi się to.
Nie ma idealnych odpowiedzi ani nawet dobrych….
Są tylko mniej mylne szlaki, które i tak w pewnym momencie okazują się ślepą uliczką
Wybór (heh) jeśli istnieje
Chciałabym sądzić że uczę się na błędach, ale może po prostu sobie z nim nie radzę ***