poniedziałek, 7 września 2009


CZAAAS...


identyczną odpowiedź mogłam dać kaźdemu innemu...a musiałam powiedzieć to tobie - bez sensu... teraz zastanawiam się co tak naprawdę mną kierowało.... skąd u mnie bierze się ta irracjonalność w postępowaniu?? i to ciągłe naiwne podejśćie... że nikogo nie skrzywdzę a tym bardziej siebie....



byłam pewna, naprawdę że postępuję dobrze - no cóż moja pewność trwała aż do obudzenia się następnego ranka...zadziwiająco długo...



szalałam kiedy wstawałam o ile to można było nazwać wstawaniem... dopiero wtedy dotarło do mnie co zrobiłam...



chciałam zadzwonić do ciebie i wszystko odkręcić....jednak uznałam że byłby to szczyt mojej głupoty, budzić cię i znowu palnąć coś bez wcześniejszego przemyślenia, tak naprawdę to nadal nie wiedziałam co chce tobie powiedzieć...poza przepraszam pomyliłam się chyba (????), niezbyt przekonująco



poczekam...tak...



dotarłam jakoś do pracy.... w drodze rozkminiając co jest ze mną nie tak... bałam się spojrzeć na telefon, czy przypadkiem nie ma tam smsa od ciebie... to by mi wcale nie pomogło...nieważne co byś napisał.... wszystko wyprowadziło by mnie z już dość zachwianej równowagi



młyn w pracy.... jednak ktoś myśli o mnie tam na górze... nie miałam czasu nawet zastanowić się na czym stanęłam dnia poprzedniego... pierwsze godziny szybko poszły



potem mało się nie poryczałam, kiedy koleżanka zażartowała coś na temat mojego niezrównoważenia, czułam że cały żal zaraz ze mnie wypłynie...


poszłam na paierosa... nie dam się tak łatwo,

czemu wciąż jestem tak głupia...
dlaczego bezustannie prowokuję takie sytuacje???


może teraz coś ci napiszę...tylko ???

i... po kilku godzinach to nie wygląda już tak tragicznie i bezsensownie... nie wiem.... już...

z czegoś to wynika przecież...


czas....