wtorek, 28 kwietnia 2009

najtrudniejsze są noce i poranki...


Obudziłam się rano, przesunęłam ręką po poduszce i natknęłam się na zimna scianę - Ciebie tam nie było. Niemyśląc usnęłam dalej, wierząc że wrócisz. Ale Ciebie nadal nie było... Zupełnie przytomna przebudziłam się po godzinie, chyba przeczuwałam co się stało... Otulona w kołdrę zamknęłam oczy i próbowałam sobie przypomnieć jak pachniesz, jak wyglądasz... i udało mi się to - niestety...poczułam jak łza spływa mi z prawego oka. Nie wiedziałam co mam myśleć, czy znowu to był sen, tak realistyczny? Ile musiałabym śnić żeby sobie Ciebie takiego wymyśleć? Dlaczego muszę pamiętać wszystkie twoje słowa, pocałunki, pieszczoty, twój zapach, mimo że tak naprawdę Ciebie nie ma...


Nadal otulona w pościel wstałam z łóżka i wyszłam na balkon.... Zimny dreszcz przeszył moje ciało... Chciałam sobie przypomnieć kim byłam nim Ty się zjawiłeś w mej głowie, a jedyne co pomyślalam to to że nie byłam szczęśliwa, bez Ciebie. Chciałam pozbyć się tego uczucia, pozbyć się Ciebie, zabić to wszystko w sobie, ale im bardziej z tym walczyłam tym mocniej to we mnie rosło. Nie dałam rady i uległam...



Nie pamiętam kolejnych kilkunastu dni, co robiłam, co myślałam... nic..... Tylko ten ból w środku...
Obudziłam się rano i pierwszy raz odkąd skończył się Mój świat ucieszyłam się, że nadal świeci słońce... Pamiętam że coś mi się śniło...