Zimno…. tak cholernie zimno mam w środku
Pogrążyłam się w mroku, sama wybrałam taką drogę… zapomnienie?
… istnieje w ogóle coś takiego??
Dlaczego? Co za pytanie…
A dlaczego nie….
Po prostu…
Chcę żebyś odszedł i dał mi spokój tak jak każdy, który się zjawiał na chwilę… a potem znikał.
Wiem, prowokuję ich – każdego… może na tym polega moja „tragedia”.
To mój wybór moja droga… moja osobista tragedia…
Więc wybacz, ale…
Obiecałam, niepotrzebnie…(?)
Powinno być mi wstyd… powinnam mieć wyrzuty sumienia…. Ale nic… totalnie nic nie czuję…
Tak bardzo chciałam poczuć ciepło w sobie – tak jak dawniej – tak bardzo, że zapuszczałam się w historie które nie miały być moje.
Im mocniej pragnęłam czegoś bardziej tym szybciej spalałam się w kolejnej opowieści… ostatnio zapominałam nawet kończyć kolejne…. W trakcie puszczałam je swoim biegiem… bez celu trwają jeszcze, mimo iż ja dawno uznałam je za zakończone…
Nic nie będzie tak naprawdę – nie potrafię tak…
Potrzebuję tylko zrozumienia…. A to chyba za wiele.
Ehm….
Za każdym razem to nie moja bajka.
Zimno…. tak cholernie zimno mam w środku…
KONIEC
...może to co przychodzi skądinąd, popchnie mnie do szaleństw; może ów niewidzialny świat ma naturę demoniczną i winno się go wykluczyć. Czego nie widzę, tego nie wiem, czego nie wiem tego się lękam; czego się lękam tego nienawidzę, czego nienawidzę, to chcę zniszczyć...
poniedziałek, 7 września 2009

CZAAAS...
identyczną odpowiedź mogłam dać kaźdemu innemu...a musiałam powiedzieć to tobie - bez sensu... teraz zastanawiam się co tak naprawdę mną kierowało.... skąd u mnie bierze się ta irracjonalność w postępowaniu?? i to ciągłe naiwne podejśćie... że nikogo nie skrzywdzę a tym bardziej siebie....
byłam pewna, naprawdę że postępuję dobrze - no cóż moja pewność trwała aż do obudzenia się następnego ranka...zadziwiająco długo...
szalałam kiedy wstawałam o ile to można było nazwać wstawaniem... dopiero wtedy dotarło do mnie co zrobiłam...
chciałam zadzwonić do ciebie i wszystko odkręcić....jednak uznałam że byłby to szczyt mojej głupoty, budzić cię i znowu palnąć coś bez wcześniejszego przemyślenia, tak naprawdę to nadal nie wiedziałam co chce tobie powiedzieć...poza przepraszam pomyliłam się chyba (????), niezbyt przekonująco
poczekam...tak...
dotarłam jakoś do pracy.... w drodze rozkminiając co jest ze mną nie tak... bałam się spojrzeć na telefon, czy przypadkiem nie ma tam smsa od ciebie... to by mi wcale nie pomogło...nieważne co byś napisał.... wszystko wyprowadziło by mnie z już dość zachwianej równowagi
młyn w pracy.... jednak ktoś myśli o mnie tam na górze... nie miałam czasu nawet zastanowić się na czym stanęłam dnia poprzedniego... pierwsze godziny szybko poszły
potem mało się nie poryczałam, kiedy koleżanka zażartowała coś na temat mojego niezrównoważenia, czułam że cały żal zaraz ze mnie wypłynie...
poszłam na paierosa... nie dam się tak łatwo,
czemu wciąż jestem tak głupia...
dlaczego bezustannie prowokuję takie sytuacje???
może teraz coś ci napiszę...tylko ???
i... po kilku godzinach to nie wygląda już tak tragicznie i bezsensownie... nie wiem.... już...
z czegoś to wynika przecież...
czas....
środa, 17 czerwca 2009
Mgła spowiła cały świat. Wchodzę w otchłań - nic nie widzę dalej. Zimne, mokre powietrze plącze mi włosy i przyjemnie chłodzi twarz. Nie muszę zamykać oczu by czuć zapach krainy w której teraz tonę.
.... uwielbiam ten czas kiedy zmęczenie blokuje wszystkie głębsze myśli, kiedy budzi się poranek, a ja mimo zmęczenia cieszę się że nie śpię i mogę być właśnie teraz - TUTAJ....
Jakiś ptak krzyczy coś w oddali. Nie widzę go. Mgła przesłania mi większość kształtów. Może to nie ptak, może resztki niepokoju we mnie chcą się przebić i zakłócić mi tę ciszę.
Przyśpieszam krok. Rozmazane kształty przesuwają się dookoła i straszą moje mysli. Tyle razy tędy chodziłam, a dzisiaj martwię się czy idę dobrą drogą.
boję się - irracjonalnie - czyżby? Pierwszy raz od dawna...
Coś jest za drzewami?
Sięgam do torby...szukam - to głupie wiem. Zaczynam mówić do siebie, wtedy czuję się bezpieczniej i jestem spokojniejsza. Jednak nie tym razem....
Ktoś tu jest... Wiem to. Patrzy na mnie, gdzieś z ukrycia i słucha tego co mówię do siebie...
Mimo Jego obecności, postanawiam się nie cofać i iść dalej. Nadal nie jestem pewna drogi. Jeśli zabłądziłam? Jeśli to..... ???! Teraz boję się jak cholera.
Znajduję ławkę, siadam, zapalam papierosa. Trzy głębokie oddechy...
- Możesz już wyjść... Słyszysz? Wiem że tam jesteś i patrzysz....
nic....
- Przestań chować się... nie lubię takich podchodów. Czego znowu chcesz?
jestem zmęczona, skończmy to TUTAJ, dzisiaj!
cisza...
- Boję się, ale chcę mieć to za sobą w końcu. Wyjdź proszę...
Sama do końca nie wierzę że to mówię. Chyba ciągle mam nadzieję że nie ma tam nikogo - a ja o 5 rano robię z siebie idiotkę. To byłoby nawet zabawne, lepsze niż...
- JESTEM...
nie przestaję palić
Podnoszę głowę i widzę rozmytą postać obok drzewa na przeciwko. Nie poruszą się. Jedyne co dostrzegam wyraźnie to kontur oczu i warg. Mam pewność że ON tam jest.
- Czego znowu chcesz ode mnie? Myślałam że...
- WIESZ DOBRZE
wyrzucam papierosa
Chcę wstać, jednak strach mnie paraliżuje. Co będzie kiedy podejdę bliżej? Chcę go zobaczyć, ale boję się że potem...
- Myślałam że to już dawno nieaktualne. Długo się nie pokazywałeś. Chyba, sądziłam że zniknąłeś na dobre. Starałam się nie myśleć już o TOBIE i o tym.
- WIESZ ŻE NIE JEST TO TAK PROSTE .... JAKBYŚ CHCIAŁA
- Niestety wiem, ale...
- PRZESTAŃ!!!
- Myślałam że...
Coś uderzyło mnie w twarz. Poczułam ból.
Ciemność i ciągłe zapach mgły... mgły i...
C.D.N
chyba, może.... ehm :)
wtorek, 28 kwietnia 2009
najtrudniejsze są noce i poranki...
Obudziłam się rano, przesunęłam ręką po poduszce i natknęłam się na zimna scianę - Ciebie tam nie było. Niemyśląc usnęłam dalej, wierząc że wrócisz. Ale Ciebie nadal nie było... Zupełnie przytomna przebudziłam się po godzinie, chyba przeczuwałam co się stało... Otulona w kołdrę zamknęłam oczy i próbowałam sobie przypomnieć jak pachniesz, jak wyglądasz... i udało mi się to - niestety...poczułam jak łza spływa mi z prawego oka. Nie wiedziałam co mam myśleć, czy znowu to był sen, tak realistyczny? Ile musiałabym śnić żeby sobie Ciebie takiego wymyśleć? Dlaczego muszę pamiętać wszystkie twoje słowa, pocałunki, pieszczoty, twój zapach, mimo że tak naprawdę Ciebie nie ma...
Nadal otulona w pościel wstałam z łóżka i wyszłam na balkon.... Zimny dreszcz przeszył moje ciało... Chciałam sobie przypomnieć kim byłam nim Ty się zjawiłeś w mej głowie, a jedyne co pomyślalam to to że nie byłam szczęśliwa, bez Ciebie. Chciałam pozbyć się tego uczucia, pozbyć się Ciebie, zabić to wszystko w sobie, ale im bardziej z tym walczyłam tym mocniej to we mnie rosło. Nie dałam rady i uległam...
Nie pamiętam kolejnych kilkunastu dni, co robiłam, co myślałam... nic..... Tylko ten ból w środku...
Obudziłam się rano i pierwszy raz odkąd skończył się Mój świat ucieszyłam się, że nadal świeci słońce... Pamiętam że coś mi się śniło...
umarłam... bo tak było najłatwiej
bolało tak bardzo, że nieumiałam się skupić na niczym, poradzić sobie...
chyba nie jestem już sobą?
wydaje mi się, ale nie jestem pewna..
bo przecież niezywi nie czują, a ja nadal cierpię...
moze właśnie o to chodzi?
nieżyję a to jest moje piekło i tak już zostanie na zawsze
Śmierć - a nic dookoła się nie zmieniło
tylko to coś we mnie...
nie chcę szansy na zmartwychwstanie...
wciąż tyle bólu...
Pustaka? nawet tego nie czuję
Subskrybuj:
Posty (Atom)