
Przeraźliwe wietrzysko zerwało się około północy. Zamknęłam drzwi.... Nie zauważyłabym nic, gdyby nie kartki fruwające po pokoju. Cienie rzucane przez nie tańczyły po suficie. Byłam tak zmęczona że w pierwszym momencie nie wiedziałam co sie dokładnie dzieje. Z przymknętymi oczami siedziała nad ostatnia notatką. W skupieniu próbowałam zrozumieć sens liter jawiących się przed moimi oczami. Tak naprawdę myślałam o czymś zupełnie innym, dlatego po raz setny czytałam to samo zdanie, nie wiedząc zupełnie o czym ono jest. Byłam zmęczona, znużona myślą która nie dawała mi spokoju. Przeszedł mnie dreszcz. To tylko wiatr..... Zamknęłam drzwi.... Notatki nadal krążyły w powietrzu, mimo że nie było już żadnego podmuchu. Zaczęłam zastanawiać sie jak to możliwe. Psychiczne skołowanie sprawia że zastanawiam się nad różnymi bezsensownymi sprawami. Wszystko ucichło, kartki leżały już spokojnie na podłodze i chyba nawet w większym porządku niż wcześniej. Robię większy bałagan, niż tornado. Uśmiechnęłam się do siebie... Dziwna jestem, pomyślałam. Najgorsza jest ta świadomość, kiedy myślę o czymś, czuję coś i wiem że jest to spowodowane mało znaczącymi sprawami. Z czego ja się tak cieszę, dlaczego jest mi tak smutno - ale jest - świadomość moich stanów jest moim przekleństwem?darem? Znowu powróciła. Przynajmniej na chwile miałam oderwanie od niej. Nie mogę tego rozkminić. Siedzi we mnie i nie chce wyjść z mojej głowy. Myśl.....
cdn......
cdn......