piątek, 1 kwietnia 2011


Tysiące razy przemierzałam w myślach Tę drogę, dziesiątki razy wymyślałam scenariusze, miałam setki odpowiedzi na to co się może zdarzyć. Raz prawie się udało…

Wpadłam na genialny pomysł…. Odejść (ponownie)

Uciec od wszystkiego… Od tego co może być, co się nigdy nie stanie…

Banał… Ehm

Szczerze… Nie wiem czy to ma tak wyglądać i czy to słuszna droga, ale mam dość (właśnie) banałów.

Nie mówię o samotności, nie nazywam tego nihilizmem…

Właściwie to, umiałabym nazwać to co chcę zrobić, a może to co już robię…. Ale po co….?

Bez znaczenia…

Wydaje mi się że wyjście jest niedaleko i tylko czas jest tutaj ważny. Wydaje mi się…

Wiem, to nie pierwszy raz, jednak zawsze jest coś co każe mi zostać… w miejscu z którego chcę uciec

Myślę i czuję (ymmm)… i nadal nie umiem tego pogodzić.

Może moje gubienie sensu czegokolwiek jest tą istotą Mnie, której zmienić nie mogę… a może właśnie dzięki temu znajdę właściwy kierunek.

Może moja irracjonalność i fatalizm są przeszkodą której jednak nie potrafię pokonać

A może nie ma takiego kierunku który uznałabym za właściwy.

Może nie powinnam tak długo zwlekać kolejny raz…

Może…

Poznanie istoty…

Czy to ważne?

Nie wiem czego się trzymać

Czasami czuję że w środku mnie chce uwolnić się coś, co ciągle hamuję żeby kogoś nie skrzywdzić, żeby być taką jaką widzą mnie inni

Ale… nikt na tyle nie zadał sobie trudu żeby wniknąć

W sumie ja sama mam też już dość wnikania – nie opłaca mi się to.

Nie ma idealnych odpowiedzi ani nawet dobrych….

Są tylko mniej mylne szlaki, które i tak w pewnym momencie okazują się ślepą uliczką

Wybór (heh) jeśli istnieje

Chciałabym sądzić że uczę się na błędach, ale może po prostu sobie z nim nie radzę ***

niedziela, 3 stycznia 2010


zamknełam oczy na pięć minut...by złapać oddech


śnieżyca... wpakowałam się po kolana i brnę dalej...za daleko odeszłam, by znowu się wracać...dojdę tam ... nie wiem dlaczego właśnie dzisiaj postanowiłam wyruszyć w trasę, pogoda bynajmniej nie zachęca...


zawsze mogę być zdezorientowana, rozwchwiana, niepewna...

tak jak teraz, więc jeśli czekasz aż będę taka jaką byś chciał...odpuść


(jest dobrze...)


jeszcze tylko kilkaset metrów...

nic nie wiedzę, biel dookoła... wiatr szumi mi w uszach...smak śniegu czuję na całej twarzy... jednak jest mi ciepło...

(znowu)

nie chcę myśleć o tym, iż możliwe, że wyruszyłam w trasę tylko po to by na chwilę poczuć (kolejny raz), satysfakcję a potem będę musiała wrócić do tego co jest...

to nie ważne teraz... przynajmniej przez moment niech tak będzie


mimo zmęczenia...(dojdę)


nie wiem czy chcę znać powód tego wszystkiego.... to nie jest ważne... bardziej przeraża mnie to co może sie zdarzyć...



(jestem)


uwielbiam to miejsce...

niezależnie od pory roku wiem że nigdy nikogo tu nie spotkam

jakby nikt nie wiedział o jego istnieniu poza mną...

jakbym to ja sobie wymarzyła ten jeden punkt na ziemi który istnieje tylko dla mnie....

uwielbiam tutaj wracać, mimo że tak strasznie daleko jest od całego świata jaki znam,

może dlatego je tak cenię...


(znowu będę musiała odchorować...)


boję się cokolwiek powiedzieć....

nie!!! nie tego się boję

chyba bardziej boję sie pomyśleć że... i .... (!?!)


słońce jest daleko... przebija się przez padajacy śnieg... nawet śnieg ma zapach,

zawsze wiem kiedy spadnie śnieg, czuć to w powietrzu dzień wcześniej...

ten, tutaj pachnie igłami, żywicą i mrozem...

to nic ze wszystko jest niewyraźne, nieokreślone do końca, ja chyba wolę tak... więcej zostaje dla mnie...SAMEJ



mam pomysł na powieść... jednak... boję się że za bardzo będzie ona MOJA

napiszę pierwsze zdanie któro nie będzie nic znaczyć

później kolejne i kolejne, aż zobaczę sens czegokolwiek...

tak jak zawsze, zacząć od banałów, by odkryć...


(nie chcę przegapić)


życie czeka,

to cholerne życie które nieustannie wymyka mi się z rąk

to zajebiste życie, które na każdym kroku mnie zaskakuje

i kusi...

sobą


ehm...

niedziela, 1 listopada 2009

Zimno…. tak cholernie zimno mam w środku
Pogrążyłam się w mroku, sama wybrałam taką drogę… zapomnienie?
… istnieje w ogóle coś takiego??
Dlaczego? Co za pytanie…
A dlaczego nie….
Po prostu…
Chcę żebyś odszedł i dał mi spokój tak jak każdy, który się zjawiał na chwilę… a potem znikał.
Wiem, prowokuję ich – każdego… może na tym polega moja „tragedia”.
To mój wybór moja droga… moja osobista tragedia…
Więc wybacz, ale…
Obiecałam, niepotrzebnie…(?)
Powinno być mi wstyd… powinnam mieć wyrzuty sumienia…. Ale nic… totalnie nic nie czuję…
Tak bardzo chciałam poczuć ciepło w sobie – tak jak dawniej – tak bardzo, że zapuszczałam się w historie które nie miały być moje.
Im mocniej pragnęłam czegoś bardziej tym szybciej spalałam się w kolejnej opowieści… ostatnio zapominałam nawet kończyć kolejne…. W trakcie puszczałam je swoim biegiem… bez celu trwają jeszcze, mimo iż ja dawno uznałam je za zakończone…
Nic nie będzie tak naprawdę – nie potrafię tak…
Potrzebuję tylko zrozumienia…. A to chyba za wiele.
Ehm….
Za każdym razem to nie moja bajka.

Zimno…. tak cholernie zimno mam w środku…
KONIEC

poniedziałek, 7 września 2009


CZAAAS...


identyczną odpowiedź mogłam dać kaźdemu innemu...a musiałam powiedzieć to tobie - bez sensu... teraz zastanawiam się co tak naprawdę mną kierowało.... skąd u mnie bierze się ta irracjonalność w postępowaniu?? i to ciągłe naiwne podejśćie... że nikogo nie skrzywdzę a tym bardziej siebie....



byłam pewna, naprawdę że postępuję dobrze - no cóż moja pewność trwała aż do obudzenia się następnego ranka...zadziwiająco długo...



szalałam kiedy wstawałam o ile to można było nazwać wstawaniem... dopiero wtedy dotarło do mnie co zrobiłam...



chciałam zadzwonić do ciebie i wszystko odkręcić....jednak uznałam że byłby to szczyt mojej głupoty, budzić cię i znowu palnąć coś bez wcześniejszego przemyślenia, tak naprawdę to nadal nie wiedziałam co chce tobie powiedzieć...poza przepraszam pomyliłam się chyba (????), niezbyt przekonująco



poczekam...tak...



dotarłam jakoś do pracy.... w drodze rozkminiając co jest ze mną nie tak... bałam się spojrzeć na telefon, czy przypadkiem nie ma tam smsa od ciebie... to by mi wcale nie pomogło...nieważne co byś napisał.... wszystko wyprowadziło by mnie z już dość zachwianej równowagi



młyn w pracy.... jednak ktoś myśli o mnie tam na górze... nie miałam czasu nawet zastanowić się na czym stanęłam dnia poprzedniego... pierwsze godziny szybko poszły



potem mało się nie poryczałam, kiedy koleżanka zażartowała coś na temat mojego niezrównoważenia, czułam że cały żal zaraz ze mnie wypłynie...


poszłam na paierosa... nie dam się tak łatwo,

czemu wciąż jestem tak głupia...
dlaczego bezustannie prowokuję takie sytuacje???


może teraz coś ci napiszę...tylko ???

i... po kilku godzinach to nie wygląda już tak tragicznie i bezsensownie... nie wiem.... już...

z czegoś to wynika przecież...


czas....





środa, 17 czerwca 2009


Mgła spowiła cały świat. Wchodzę w otchłań - nic nie widzę dalej. Zimne, mokre powietrze plącze mi włosy i przyjemnie chłodzi twarz. Nie muszę zamykać oczu by czuć zapach krainy w której teraz tonę.


.... uwielbiam ten czas kiedy zmęczenie blokuje wszystkie głębsze myśli, kiedy budzi się poranek, a ja mimo zmęczenia cieszę się że nie śpię i mogę być właśnie teraz - TUTAJ....

Jakiś ptak krzyczy coś w oddali. Nie widzę go. Mgła przesłania mi większość kształtów. Może to nie ptak, może resztki niepokoju we mnie chcą się przebić i zakłócić mi tę ciszę.
Przyśpieszam krok. Rozmazane kształty przesuwają się dookoła i straszą moje mysli. Tyle razy tędy chodziłam, a dzisiaj martwię się czy idę dobrą drogą.

boję się - irracjonalnie - czyżby? Pierwszy raz od dawna...

Coś jest za drzewami?
Sięgam do torby...szukam - to głupie wiem. Zaczynam mówić do siebie, wtedy czuję się bezpieczniej i jestem spokojniejsza. Jednak nie tym razem....
Ktoś tu jest... Wiem to. Patrzy na mnie, gdzieś z ukrycia i słucha tego co mówię do siebie...
Mimo Jego obecności, postanawiam się nie cofać i iść dalej. Nadal nie jestem pewna drogi. Jeśli zabłądziłam? Jeśli to..... ???! Teraz boję się jak cholera.
Znajduję ławkę, siadam, zapalam papierosa. Trzy głębokie oddechy...

- Możesz już wyjść... Słyszysz? Wiem że tam jesteś i patrzysz....

nic....

- Przestań chować się... nie lubię takich podchodów. Czego znowu chcesz?
jestem zmęczona, skończmy to TUTAJ, dzisiaj!

cisza...

- Boję się, ale chcę mieć to za sobą w końcu. Wyjdź proszę...

Sama do końca nie wierzę że to mówię. Chyba ciągle mam nadzieję że nie ma tam nikogo - a ja o 5 rano robię z siebie idiotkę. To byłoby nawet zabawne, lepsze niż...
- JESTEM...

nie przestaję palić

Podnoszę głowę i widzę rozmytą postać obok drzewa na przeciwko. Nie poruszą się. Jedyne co dostrzegam wyraźnie to kontur oczu i warg. Mam pewność że ON tam jest.
- Czego znowu chcesz ode mnie? Myślałam że...
- WIESZ DOBRZE

wyrzucam papierosa

Chcę wstać, jednak strach mnie paraliżuje. Co będzie kiedy podejdę bliżej? Chcę go zobaczyć, ale boję się że potem...
- Myślałam że to już dawno nieaktualne. Długo się nie pokazywałeś. Chyba, sądziłam że zniknąłeś na dobre. Starałam się nie myśleć już o TOBIE i o tym.
- WIESZ ŻE NIE JEST TO TAK PROSTE .... JAKBYŚ CHCIAŁA
- Niestety wiem, ale...
- PRZESTAŃ!!!
- Myślałam że...

Coś uderzyło mnie w twarz. Poczułam ból.
Ciemność i ciągłe zapach mgły... mgły i...

C.D.N

chyba, może.... ehm :)

wtorek, 28 kwietnia 2009

najtrudniejsze są noce i poranki...


Obudziłam się rano, przesunęłam ręką po poduszce i natknęłam się na zimna scianę - Ciebie tam nie było. Niemyśląc usnęłam dalej, wierząc że wrócisz. Ale Ciebie nadal nie było... Zupełnie przytomna przebudziłam się po godzinie, chyba przeczuwałam co się stało... Otulona w kołdrę zamknęłam oczy i próbowałam sobie przypomnieć jak pachniesz, jak wyglądasz... i udało mi się to - niestety...poczułam jak łza spływa mi z prawego oka. Nie wiedziałam co mam myśleć, czy znowu to był sen, tak realistyczny? Ile musiałabym śnić żeby sobie Ciebie takiego wymyśleć? Dlaczego muszę pamiętać wszystkie twoje słowa, pocałunki, pieszczoty, twój zapach, mimo że tak naprawdę Ciebie nie ma...


Nadal otulona w pościel wstałam z łóżka i wyszłam na balkon.... Zimny dreszcz przeszył moje ciało... Chciałam sobie przypomnieć kim byłam nim Ty się zjawiłeś w mej głowie, a jedyne co pomyślalam to to że nie byłam szczęśliwa, bez Ciebie. Chciałam pozbyć się tego uczucia, pozbyć się Ciebie, zabić to wszystko w sobie, ale im bardziej z tym walczyłam tym mocniej to we mnie rosło. Nie dałam rady i uległam...



Nie pamiętam kolejnych kilkunastu dni, co robiłam, co myślałam... nic..... Tylko ten ból w środku...
Obudziłam się rano i pierwszy raz odkąd skończył się Mój świat ucieszyłam się, że nadal świeci słońce... Pamiętam że coś mi się śniło...
umarłam... bo tak było najłatwiej

bolało tak bardzo, że nieumiałam się skupić na niczym, poradzić sobie...

chyba nie jestem już sobą?

wydaje mi się, ale nie jestem pewna..

bo przecież niezywi nie czują, a ja nadal cierpię...

moze właśnie o to chodzi?

nieżyję a to jest moje piekło i tak już zostanie na zawsze

Śmierć - a nic dookoła się nie zmieniło

tylko to coś we mnie...

nie chcę szansy na zmartwychwstanie...

wciąż tyle bólu...

Pustaka? nawet tego nie czuję